Św. Juda Tadeusz: Zawiedziony uczeń (5)

Kult świętych nie może jednak polegać tylko i wyłącznie na użalaniu się nad sobą. Kiedyś trzeba wstać z klęczek i z odnowioną nadzieją powrócić do swojej niełatwej codzienności. I jest to najlepszy czas, aby starać się naśladować postawy świętych, którzy wstawiają się za nami do Boga. Wiele możemy nauczyć się również od świętego Judy Tadeusza, który podobnie jak my musiał się natrudzić, zanim zaczał patrzeć na swoje życie nie tylko po ludzku, ale i po Bożemu.

Święty Jan przekazał nam krótki dialog Judy Apostoła z Jezusem podczas Ostatniej Wieczerzy. Ta ostatnia Pascha Jezusa z uczniami odbywa się w atmosferze narastającego napięcia. Wszyscy mają świadomość zbliżającego się rozstania, choć jeszcze nie do końca zdają sobie sprawę, jak będzie ono wyglądało. „Panie, dokąd idziesz?" - pytają Piotr i Tomasz (J 13,36; por. J 14,5). Jezus mówi im, że rozstanie będzie tylko czasowe, obiecuje umocnić ich Duchem Prawdy i zapewnia, że objawi siebie każdemu, kto Go miłuje.
Święty Juda Apostoł słucha tej rozmowy z poczuciem zawodu. Jak to? Co to znaczy, że Jezus odchodzi? To nie tak miało być! Miał wyzwolić Izraela! Zresztą, dopiero co wjechał do Jerozolimy niczym król! Dlaczego nie zamknie ust swoim wrogom i nie zajmie należnego sobie miejsca, On, Mesjasz, a przy Nim Jego Apostołowie? To przecież po to on, Juda, poszedł za Jezusem, aby być po dobrej stronie, tam, gdzie dzieją się rzeczy wielkie. Życie poświęcił dla Jezusa, a tymczasem On ewidentnie w ogóle nie zamierza brać spraw w swoje ręce! Dlatego Apostoł pyt rozgoryczony: „Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?" (J 14,22).

Przyznajmy, że i w nas budzą się czasem podobne pytania, zwłaszcza jeśli mamy poczucie, że w jakiś sposób postawiliśmy w życiu na Boga. Chodzę do kościoła, spowiadam się, staram się być porządnym człowiekiem, co przecież wcale nie jest łatwe w dzisiejszym świecie. Opowiadam się po dobrej stronie, po stronie Boga. Można by się spodziewać Jego błogosławieństwa. A tymczasem On jakby odszedł z mojego życia. Dlaczego spotyka mnie nieszczęście? Dlaczego prześladuje mnie inny człowiek? Dlaczego bliska osoba się nie nawróci? Dlaczego Bóg nie weźmie spraw w swoje ręce, zaprowadzając sprawiedliwość w moim życiu, w moim środowisku, w mojej Ojczyźnie i na świecie?

Na te pytania Jezus odpowiada świętemu Judzie Tadeuszowi - i nam - słowami: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy. Kto nie miłuje Mnie, ten nie zachowuje słów moich" (J 14,23-24). Choć na pierwszy rzut oka odpowiedź ta wydaje się dosyć luźno związana z pytaniem, jest ona niezwykle głęboka, a jej zrozumienie i przyjęcie stanowi o tym, czy w naszych sercach będzie panował pokój, czy też rozgoryczenie i frustracja.
Jezus mówi Judzie, że nie zamierza zaprowadzać Bożego porządku na siłę, gdyż chce, abyśmy szli za Nim nie z przymusu, nie z lęku przed konsekwencjami odejścia od Niego, nie dla korzyści, lecz z miłości. Ten, kto Go nie miłuje, nie będzie w stanie zachować Jego słów. Odejdzie, gdy przestanie mu się to opłacać. Jednak ten, kto naprawdę poznał Jezusa i Jego miłość, zechce na nią odpowiedzieć i pozostanie wierny nawet wtedy, gdy wydarzenia nie ułożą się po jego myśli. A wtedy doświadczy w swoim sercu obecności Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Doświadczy pokoju, jakiego świat nie jest w stanie mu dać, gdyż pochodzi on tylko od Boga (por. J 14,27).